Artystka z charyzmą

Cecylia Malik, młoda krakowska artystka, Kulturystka Roku 2010, zdobywczyni Kulturalnego Odlotu 2010. Przez rok codziennie wspinała się na jedno drzewo. Tak powstał niezwykły cykl 365 drzew, dla którego inspiracją była powieść Italo Calvino z 1957 r. W ubiegłym roku ubrała cały Kraków w niebieskie skrzydła – w obronie Zakrzówka. To jedna z najbardziej wyrazistych postaci w mieście.

Absolwentka krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych oraz podyplomowych studiów kuratorskich na Uniwersytecie Jagiellońskim. W roku 2002 uzyskała stypendium Prezydenta Miasta Krakowa dla Młodych Twórców. Współtwórczyni Farmy Sztuki – instytucji artystycznej, będącej wspólną platformą działania artystów i kuratorów.

O swojej pracy mówi, że wszystkie jej projekty są bardzo osobiste. To zwykle już po ich powstaniu okazuje się, że dotykają również szerszego problemu. Tak było z cyklem zdjęć 365 drzew, a w ubiegłym roku z wielką „modraszkową” akcją, która zawładnęła na kilka miesięcy Krakowem.

Malarka
O sobie mówi tak: „Jako artystka uważam się za malarkę. Nawet kiedy robię fotografie, czy tworzę sytuacje, to myślę obrazem. Jestem ekstrawertyczką. Nigdy pomysły nie przychodzą mi do głowy w pracowni, ani po dłuższych rozmyślaniach.
Żeby wymyślić kolejną pracę, muszę po prostu wyjść z domu i chłonąć otaczający mnie świat, czekać na jakąś przygodę. Interesują mnie sprawy, które naprawdę bardzo dobrze znam. Ważna w mojej pracy artystycznej jest przygoda, ale też ryzyko. Chcąc zrealizować kolejne prace artystyczne, często robię rzeczy, których się boję, w których muszę przełamać strach czy zmęczenie. Takie doświadczenie miałam podczas malowania na ulicy, czy wspinając się po drzewach.”

O sztuce zaś: „Bardzo ważna w sztuce jest dla mnie autentyczność i bezkompromisowość. Oprócz samego wizualnego rezultatu projektu, ważna jest dla mnie historia, która mnie inspirowała, i która się wydarzyła podczas pracy. Do swoich działań wciągam otaczających mnie ludzi. W projektach, w których biorę udział, często zmieniam role, czasem jestem artystką, czasem kuratorką lub animatorką kultury, a tak prawdę mówiąc, wszystkie te role w różnym stopniu istnieją równocześnie. Uważam, że o sztuce można mówić prostym językiem i może być zrozumiała i odbierana przez prostych, nieprzygotowanych do tego wcześniej ludzi”.

Osobiście
Przykładem pracy artystycznej Cecylii jest choćby Ulica Smoleńsk 22/8 – projekt, który organizowała wspólnie z Justyną Koeke, przyjaciółmi, artystami polskimi i niemieckimi. Potem dołączały do niego inne osoby, fotografowie np. Tomek Wiech (zdobywca World Press Photo – przyp. red.) czy siostra Cecylii – Rozalia z zespołem Negradonna. – Ten projekt zaczęliśmy tylko i wyłącznie dlatego, że moi rodzice musieli wyprowadzić się z kamienicy, w której bardzo długo mieszkali. Prywatna kamienica została sprzedana, a nowy właściciel trzykrotnie podniósł czynsz. Mieszkańcy przegrali sprawę w sądzie i dostali dwumiesięczny deadline. Moi rodzice musieli się wyprowadzić z miejsca, gdzie nasza rodzina mieszkała od czasów II wojny. To mieszkanie całe zastawione było obrazami. Moi rodzice nie malowali ścian, bo nie było ich widać. Pomyśleliśmy sobie, że wkrótce będzie puste, że kiedy zdejmie się te wszystkie obrazy, to będzie tak przedziwne i poruszające, że warto byłoby zrobić coś z tym mieszkaniem na pożegnanie – opowiada artystka. – Ten performance miał dla nas bardzo osobisty wymiar, ale problem dotyczy wielu osób. Nie potrafię się przejąć nie moimi sytuacjami życiowymi. Zazwyczaj bardzo się nimi interesuję, ale nie potrafiłabym robić projektów artystycznych o czymś, co nie jest moje. Jestem w stanie zaangażować się bardzo osobiście w takie sprawy, jak wycinka drzew na Błoniach, czy problemy uchodźców. Całkowicie je popieram, ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym na ich temat robić sztukę – wyjaśnia.

Nad ziemią
Często dzieje się tak, że w swoje projekty Cecylia wciąga innych ludzi. Robią się wspólne, nie tylko jej. – Nie jestem przywiązana do tego, by były od początku do końca takie, jak sobie wymyśliłam. Nie lubię dołączać się do innych, nawet jeśli jakiś projekt bardzo mi się podoba. Współpraca związana jest z relacjami siostrzanymi. Tak jest zespołem Negradonna. Z „Drzewami” było tak, że nie wybierałam drzewa, nie ubierałam się jakoś specjalnie, określałam tylko miejsce, ale za to zawsze miałam ze sobą fotografa. Pomagało mi około 40 fotografów. Kilkanaście osób napisało teksty, które trafiły potem do książki dokumentującej projekt „Drzewa”, dwie ekipy nakręciły filmy dokumentalne. Zdjęcia są różne, tak jak różni byli ich autorzy i relacje łączące mnie z nimi. Najbardziej zabawne fotografie zrobiła mi moja siostra Rozalia, bo z nią czułam się najbardziej swobodnie. Grażynka Makara zrobiła takie, na których jestem ładna. Kiedy chodziłam na zdjęcia z moim mężem, mieliśmy najwięcej czasu – ja wybrzydzałam, długo wybierałam drzewo, on ustawiał światło. Na rozpoczęcie projektu złożyło się kilka czynników – zajęcia z dziećmi w Małym Klubie Bunkra Sztuki, gdzie każdy miał opowiedzieć o swoim ulubionym bohaterze z dzieciństwa i przypomniała mi się fantastyczna książka „Baron drzewołaz”, a ja w młodości byłam najlepszym drzewołazem w okolicy… – opowiada o projekcie, za który w ubiegłym roku nagrodzona została Kulturalnym Odlotem Gazety Wyborczej. – W tym czasie zarejestrowałam się na Facebooka i pomyślałam „Kurczę, nie mam fajnych zdjęć, może wrócić do zarzuconego kiedyś projektu prowadzenia fotograficznego pamiętnika?”. Poza tym, miałam zły czas, chciałam zrobić coś fajnego. Moje życie kręciło się wokół robienia zakupów, gotowania obiadów, odprowadzania dzieci ze szkoły, a projekt „365 drzew” był metaforyczną ucieczką ze świata dorosłych. Na początku myślałam, że zdjęcia będą nudne, a drzewa podobne do siebie. Potem okazało się, że tak nie jest, a ja zaczęłam myśleć jak malarz. Robić sobą obrazy. To było fantastyczne – wyobrażałam to sobie, dobierałam ubrania, a potem wchodziłam. Coraz wyżej. – wspomina.

Ekologicznie
Modraszek Kolektyw, jeden z najnowszych pomysłów Cecylii Malik, to akcja społeczno-artystyczna w obronie Zakrzówka przed zabudową. Jak sami o sobie mówią, Modraszek Kolektyw to ekolodzy, artyści, społecznicy, rowerzyści, krakowianie, świadomi obywatele, którzy chcą sami decydować o przestrzeni, w której żyją!

Modraszek Kolektyw zainicjowały, obok Cecylii, trzy inne artystki: Justyna Koeke, Monika Drożyska i Karolina Kłos. Cecylia i Justyna traktowały akcję jako kontynuację projektu Ulica Smoleńsk 22/8, w którym powiedziały głośno o problemach lokatorów zmuszanych do wyprowadzek z kamienic prywatnych Krakowa.

Dlaczego motylki modraszki? – Bo to one właśnie zamieszkują dużą łąkę między ulicami Wyłom i św. Jacka. Motylek jest dla nas pretekstem i symbolem. Działamy bez instytucji, nasz budżet wynosi 0 PLN, mamy tekturowe skrzydła i poczucie, że trzeba głośno wypowiedzieć się w sprawie Zakrzówka – mówiła Cecylia, przypinając niebieskie skrzydła kolejnym krakowianom. – Chcemy mieć Zakrzówek bez osiedla i drogi biegnącej tuż przy samym jeziorze. Jeszcze nie jest za późno, jeszcze mamy szanse. Może Zakrzówek jest wart pozyskania funduszy unijnych w celu założenia parku krajobrazowo- -rekreacyjnego bez bloków i parkingów? Chcemy poprzeć walkę działaczy Krakowa ze stowarzyszenia Zielony Zakrzówek i Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody – podkreśla artystka.

Akcja modraszków przyniosła efekty – miasto ponowiło rozmowy z mieszkańcami na temat zagospodarowania tego terenu.
Joanna Jałowiec

Wyszukaj szkolenie

Wybrane szkolenia:

wszystkie szkolenia